opowiadania

Opowiadanie na zamówienie 

Pragniesz podarować komuś niezapomniany, spersonalizowany prezent w formie opowiadania? Pisanie nie jest Twoją mocną stroną, ale chciałbyś przekuć w tekst swój pomysł? A może coś już napisałeś, ale utknąłeś i nie wiesz, co dalej? Zostaw to nam i  zamów u nas unikatowe opowiadanie w dobrym stylu!

Napiszemy dla Ciebie opowiadanie według Twoich wytycznych. To Ty decydujesz o szczegółach, podczas gdy my przystępujemy do działania. Możemy też sami podsunąć Ci pomysł na tekst, jeśli nie masz niczego konkretnego na myśli – nasza głowy aż kipią od różnych konceptów!

Jak zamówić opowiadanie?

Opowiadanie na zamówienie może być długości

  • krótsze – do  5 tys. znaków ze spacjami (około 2 strony A4),
  • dłuższe, podzielone na rozdziały i z bardziej rozbudowaną treścią – do 15 tys. znaków ze spacjami (to  mniej więcej 6 stron A4),
  • specjalne zamówienie – napisz do nas, jesteśmy otwarci na różne wymagania!

Wybierz tematykę i gatunek oraz – jeśli ma to być spersonalizowane opowiadanie na zamówienie dla kogoś – podaj wszelkie informacje  o tej osobie, które mają zostać zawarte w treści. Podaj też inne wytyczne, jak postacie poboczne (i ich cechy), miejsce akcji, pogoda czy nawet nastrój. W miarę możliwości postaramy się uwzględnić wszystko w treści.

opowiadania

Przykład opowiadania 

Był nieudacznikiem, odkąd się urodził, czyli od sześciu dni. Natura obdarzyła go rozumem i wiedzą, których inne osobniki zdecydowanie nie miały. I to sprawiało, że był bardzo nieszczęśliwy.

Duży, wstrętny komar, co? Odrażający samiec komarzycy? Ignorancja ludzi go zabijała. Dosłownie – w końcu on, koziułka warzywna, miał umrzeć za kilka dni, a jego jedynym celem było pozostawienie po sobie potomka. To znaczy potomków, z czterystu najlepiej.

Ale on nie miał na to ochoty. Pragnął czegoś więcej. Chciał spróbować ludzkiej krwi. Co, tylko prawdziwe komary mogą się opić? On jest jakiś gorszy? Skoro i tak wszyscy ludzie mają go za gigantycznego komara, to proszę bardzo – użre kogoś, brutalnie i bezlitośnie. A potem umrze spełniony.

No to wyleciał pełen odwagi z ogródkowego rododendrona rosnącego koło stawu, gdzie koczował drugą połowę swojego życia. Pierwszą spędził na podgryzaniu korzeni – robił to iście zajadle, na złość właścicielom. Teraz, uważając, by jego długie, niezdarne odnóża się nie poplątały, to wzbijał się w powietrze, to opadał na trawę. Upokarzające.

Wreszcie przysiadł na parapecie, łapiąc się ze złością na tym, że ciągnie go do światła. Nogi mu się rozlazły i omal nie spadł na ziemię. Żałosny, żałosny nieudacznik! Ale już niedługo.

Wleciał przez uchylone okno do środka, a potem, obijając się o ściany, zaczął szukać swojego marzenia, czyli dawcy krwi. No proszę, czyżby to jakaś marudna, umalowana nastolatka z nosem w telefonie, która…

– O fuj, komar! Tato, zabij go! Jaki ohydny!

Sama jest ohydna z tą swoją tapetą na gębie. Ciekawe, czy uda mu się przebić przez tę warstwę…
– Aaaa! Porzygam się! On chce mnie użreć! Tatoooo!

Zaczął jej latać po twarzy, próbując wbić się w skórę, raz, drugi, trzeci… i nic! Nie był w stanie. Nie miał czym.

– Złaź! Złaź ze mnie! O Boże!

Omal nie został zgnieciony jej rękami. Musi uciec, ale żeby choć kropelki nie spróbować… Nagle trach! Uderzenie sprawiło, że spadł bezwładnie na biurko na wpół żywy, aż mu jedna noga odpadła. Tatuś przylazł. Co za ból! Trzeba się zemścić, wyssać z nich całą krew…

– On cię nie ugryzie, kochanie. Jest w tej postaci zupełnie nieszkodliwy. Przypałętał się, pewnie nie wie biedaczek, co się dzieje. Przecież to jest głupsze niż but.

Że co? Tatuś podniósł go ze korpus, aż ta durna panienka zapiszczała. Ból, ból, ból.

– Chodź, kolego, może jeszcze trochę pożyjesz. Wydaje się, że nic ci nie jest.
Nic poza zmiażdżonym kręgosłupem.

Trafił na parapet, a okno za nim się zatrzasnęło.

Potem myślał przez następną dobę, co zdołał osiągnąć przez pierwszy i ostatni tydzień swojego marnego życia.

Zanim umarł, doszedł do wniosku, że może wcale nie był takim nieudacznikiem – w końcu nie każdy odważyłby się wyjść ze strefy komfortu i sięgnąć po swoje marzenie, nie wiedząc, czy skończy się to porażką, czy sukcesem.

Tekst pochodzi z jednej z naszych stron: https://pisarzowiczka.pl/proza/opowiadania/marzenie-tego-wielkiego-komara/